PISANE PRZY

NAJPROSTSZA JEST DROGA DO DOMU

Dlaczego wolę podróżować po Końcach Świata? Na tle tych krajobrazów wyraźniej dostrzegasz. I nie gubisz się w różnorodności wrażeń. A ja lubię wrażenia, które się na siebie nie nakładają. Widok dzikich łąk i oblatujących je ważek.

Każdy koniec świata jest inny. Jeden cichszy od drugiego. Jeden mniej, drugi bardziej zielony. Gdyby nie zapach, faktycznie, te końce świata mogłyby różnić się tylko tym – poziomej ciszy i odcieniem zieleni. Jednak zapach potęguje odczucie, że jesteś Gdzie Indziej. Tam, gdzie byłam, był to zapach dzikich kwiatów i traw. Zapach niczym nie zmąconej przestrzeni.

Na co dzień żyjemy właśnie tak, jak opisują to wersy kawałka DYMKI, autorstwa muzyka, którego miałam okazję usłyszeć na Festiwalu Country & Folk w Mrągowie. Ja też jestem częścią tego życia. I wyjeżdżam uzupełniać je w głębię, zachwyty i większe znaczenia.

Pogranicze Warmii i Mazur pachnie łąką, dzikimi kwiatami, jeziorem i pyłem z dróg. A jak brzmi? Dla mnie był to dźwięk kół potężnego samochodu przejeżdżającego przez żwirową dróżkę.

Uwielbiam ten dźwięk. To dla mnie właśnie dźwięk wakacji. Gdy byłam zupełnie malutka (i jeździłam na wakacje z misiem), a później trochę większa (i jeździłam na nie z książką), wyjeżdżałam na wakacje do Starego Czarnowa. Do Rodziny. Do rodziny siostry mojej babci. Dom, w którym gościłam, stał na końcu drogi. Drogi pokrytej żwirem. Pamiętam ten dźwięk, gdy po odebraniu ze stacji kolejowej, jechałam w Jeepie tą żwirową drogą. Charakterystyczny dźwięk. Dźwięk potwierdzający, że oto jestem w miejscu, w którym życie toczy się innym rytmem, niż moje. Od zawsze jestem ciekawa tego rytmu. Gdy jesteś malutką dziewczynką i przemierzasz nocą cały kraj, pociągiem (oczywiście nie samej ; )), Twoja percepcja zaczyna się zmieniać. Zupełnie inaczej odczuwasz podróż, gdy mając 8 lat, o 3 w nocy, stoisz na peronie i czekasz na pociąg.

To uczucie we mnie zostało, a nawet zadbałam o jego rozpielenie we mnie. W tym uczuciu zawiera się zaufanie do podróży i zdarzeń, do ludzi i tego, w co mogą wzbogacić Twoje życie.

Podróż na Warmię i Mazury była dla mnie swoistym twórczym odosobnieniem. Przejechałam pół kraju, by łapiąc stopa na mazurskich rozdrożach, załapując się na „18 kół” lecące z płyty, w chwilach zupełnej ciszy wpaść na jeden oczywisty pomysł. Pomysł, który ujrzy światło dzienne już na jesień. Pomysł, który stawia na ŻYCIE w rytmie slow. Gdzieś między Pasymiem a Michałkami doszłam do wniosku, że mało mi życia w rytmie slow. Wciąż mało. Takiego życia, jakim żyją ci ludzie mający za domem jezioro. I pomost. Pomost, na którym siedzą koty, czekając na swoją działkę ryby. Od 5 lat zajmuję się biznesem w rytmie slow. Mało co zajmuję się życiem. Zamiast ŻYĆ, REALIZUJĘ, nerwowo liczę czas i pieniądze. Tak, ja. Ta, co jest kariera w duchu slow wychodzi znakomicie, a o życie jakoś mniej dba. Poza tymi momentami, gdy łapię odpowiedni kadr do zdjęcia w rytmie slow. Taka prawda. Najwyższa pora na SLOW ME. Gdy na chwilę przed 30 uświadamiasz sobie, że do kariery nie przytulisz się w zimną noc, jak mówiła Merlin.

Gdzie najlepiej zatrzymać się na Warmii i Mazurach?

Tam, gdzie zasypia się przy akompaniamencie mew i świerszczy. Tam, gdzie dobre anioły krążą nad dachem. Ja zatrzymałam się w Domu Pod Dobrym Aniołem (poddobrymaniolem.pl). Podróżuję dużo. Na tyle dużo, że jak ktoś wpada do mojej winogronowej chatki w Zimnowodzie, to jest zaskoczony, że akurat jestem w  domu. A jeszcze nigdy nie zostałam tak dobrze zaopiekowana, jak w Domu Pod Dobrym Aniołem. Gorąco rekomenduję. To wyjątkowa marka. Jak każda, którą marketingowo obsługuje Slow Kariera ; ) Tak, mam zaszczyt pracować dla Pod Dobrym Aniołem. Wpadajcie na fanpejdża – o tutaj. Wkrótce pojawiają się tutaj posty mojego autorstwa.

No cóż. I już wróciłam na moją Wieś Spokojną, Wieś Szczęśliwą. Zastanawiać się, jaki jest cień kota o zachodzie słońca… Jak Tomasz Szwed w swojej piosence ‚Siedzę na ganku.’ ; ) Mój kotuś Boluś, już zupełnie odwykł od czekania, aż wieczorem pobawię się z nim zabawką z piórek. Nie ma ani kota, ani jego cienia.

Jeszcze 5 dni i ruszam w kolejną slow podróż, tym razem w Bieszczady.