Kilka winogronowych myśli na wrzesień...

PISANE PRZY - OM TARE TU TARE TURE SOHA (mantrze Zielonej Tary) 

- "Napisz coś takiego od siebie, od serca, w rytmie slow! Ja rozpływam się nad tymi kawałkami!" - Poprosiła mnie dziś Klientka.

Hmmm... Proszę - kilka myśli na wrzesień, ze slow backstage'a... Pisane przy grzanym piwie z syropem irish cream . . . : )

Wyjątkowo słoneczny, dmuchający gorącym powietrzem i pachnący palonymi liśćmi wrzesień bardzo dobrze mi się kojarzy. Aż chce się żyć, każdym życiem. Nawet takim, które dostało się w spadku, razem z mszycą na liściach winogrona i starą marmoladą śliwkową, na pokrywach której pająki urządziły piknik na pożegnanie lata.

Więcej Info


- Zajęta jesteś? Czyli o specyfice pracy we własnym biznesie.

PISANE PRZY - TYM

Praca we własnym biznesie ma wiele odsłon. Finansowe, twórcze, kontrolingowe... Dużo się tu upchnie - gaszenie pożarów, podążanie za impulsem, radość i zgrozę (bądźmy pragmatyczni - bywa ; )) ... Wirujące składniki. Już od samego rana, a nie raz i w środku kojącej ciszą nocy. Uwielbiam. Gdy mieszkałam wyłącznie na Wsi Spokojnej i Szczęśliwej i raz na jakiś czas wyjeżdżałam na turnee po klientach, chłonęłam energię, z jaką przychodzili na spotkania. Zakręceni, zobowiązani, szczęśliwi. To taka esencja. Esencja własnego wyboru, z jego blaskami i cieniami.

Więcej Info


"You never know." działa w dwie strony, czyli o tym, jak warto teraz wibrować.

PISANE PRZY - PRASAD

Ten czas poddaję nas próbie.

Ale powinniśmy być przygotowani na . . . to wszystko. I jeszcze więcej. Na utratę źródła, na zastój, na wygaśnięcie wewnętrznej motywacji. Na zostanie zwyciężonym i pokonanym.  Na ponowne powstanie. Na niedziwienie się, że w naszym życiu jednak jest miejsce na przerażenie, żal i odczuwane niesprawiedliwości. 

Więcej Info


O tym, jak postanowiłam połączyć slow z minimalizmem.

Minimalizm pojawił się w moim życiu z dniem 1 sierpnia tego roku. Nie uległam trendowi, po prostu uzmysłowiłam sobie, że męczy i absorbuje mnie to, czego tak na dobrą sprawę w ogóle nie potrzebuję. Zrozumiałam, że wybory, których dokonuję mają na mnie toksyczny wpływ. Karmiłam się pozorami i substytutami. Zwyciężyły mnie przyzwyczajenia. Doszłam do przysłowiowej ściany. 

Mam wielkie szczęście, że w moim życiu goszczą Różni Ludzie. Tacy, którzy mają nadmiar i tacy, których dotyka niesprawiedliwość braku. W jednej z rozmów z pewną starszą ode mnie, niezwykle zaradną mieszkanką Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej, uświadomiłam sobie, że sposób w jaki wydaję pieniądze jest niesprawiedliwy w stosunku do tego, jak dużo czasu i energii zabiera innym zdobycie ich. Nie zamierzam modyfikować swoich źródeł ani postawy, po prostu sam ten moment był swego rodzaju otrzeźwieniem.

Wracając do samego minimalizmu...

Reakcje na niego były przeróżne. Równie dobrze mogłam ogłosić, że rzucam wszystko i wyprowadzam się w Bieszczady, ale . . . To już przecież było. Z końcem zeszłego roku rzuciłam wszystko i wyjechałam w Tatry ; ) 

  • Minimalistką? Ty? Przecież Ty bierzesz, jak dają, a jak nie dają, to sama bierzesz...
  • Jakoś sobie Ciebie nie wyobrażam nie korzystającej z okazji. A może do Ciebie pasowałaby wersja zmaksymalizowanego minimalizmu?
  • Freelancerka i do tego minimalistka? Uważaj, bo życia Ci nie wystarczy.
  • Ooo. Ciekawe. Czy to oznacza, że teraz już nie będzie brakowało Ci pieniędzy? 

Tak się zaczęło. Zaskoczyłam wszystkich, a najbardziej siebie. Właściwie minimalizm nie jest mi potrzebny. Nie zaszła jakakolwiek wyższa konieczność. Po prostu kilka kwestii w moim życiu mnie zastanowiło.

1. Byłam bardzo zmęczona i nie było to naturalne zmęczenie, wynikające z aktywności, którym warto dedykować wieczory. Wieczorami i od razu po przebudzeniu, byłam tak bardzo zmęczona, że nie potrafiłam już odczuwać czy skupiać się. Po prostu "byłam". Na sesji wyrównania energii moja Szamanka powiedziała "Jesteś wszędzie i nigdzie." Miała rację, a ja miałam ochotę się rozpłakać! Przecież jestem slow... Przecież uczę innych uważności . . . Czasami potrzebujemy lustra i reprymendy. Owszem, moja marka rozkwita w rytmie slow. Uczę moich Klientów być bardziej slow w podejściu do swojej marki i kariery. Okazało się, że życie prywatne to zupełnie inny temat. 

2. Nie dbałam o swoje zdrowie, aż doprowadziłam do nieodwracalnych zmian, które okazały się kosztowne i rzutujące na codzienne funkcjonowanie. Na dobre rady reagowałam powiedzonkiem "Ej, wychilluj, o moim życiu można nakręcić kolejną część Oszukać Przeznaczenie..." Jednak dojrzałość zatrzymała mnie przed znakiem "Za chwilę będzie za późno." 

3. Podziwiałam moje koleżanki, które zaczęły inwestować we własne bezpieczeństwo. Ja inwestowałam we własny rozwój. Nie jest to niewłaściwa inwestycja, ale mądrze jest inwestycje dywersyfikować. 

4. Czułam się przytłoczona ilością rzeczy, które nieustannie przestawiam, odkurzam i wywożę do szafy na Wieś Spokojną, Wieś Szczęśliwą. Na strychu zaczęły pojawiać się myszy, a ja zaniepokojona tym, że mogą wgryźć się w moje książki czy swetry, stwierdziłam, że wystarczy mi tyle rzeczy, ile zmieszczę na podorędziu.

Jak to?! Można być slow i nie być minimalistką?! 

Pewnie zastanawiacie się, jak można być slow i nie być minimalistką ; ) Można. Co więcej, bycie slow nie zachęcało mnie do bycia minimalistką. Żyłam w myśl "Jeszcze zdążę." / "Jeszcze będzie czas.". Myślałam w bardzo wąski sposób i patrzyłam krótkowzrocznie. Nie zabezpieczałam swoich finansów, ponieważ byłam przekonana, że poradzę sobie w absolutnie każdej sytuacji. Fakt. Najlepszym dowodem na to, że radzę sobie w absolutnie każdej sytuacji jest mój e-book Zupełnie Stracony Rok, na którego kartach udowadniam, że czerpanie z doświadczeń i pro-aktywna postawa jest w stanie zapewnić Ci wszystko, czego potrzebujesz.

Momentem zwrotnym okazało się poczucie, że nie chcę się już tak szarpać. Nad-produkowałam. Przepuszczałam czas przez palce. Celebrowałam uzależnienia. Właśnie taka jest ta druga, ciemna strona sukcesu. O nich nie pisze się na pierwszych stronach. Dużo bym dała za powrót tych czasów, kiedy irytowały mnie tylko komentarze Ludzi Kochanych, ze Wsi Spokojnych, Wsi Szczęśliwych, że "Chyba nie mam pracy po studiach, bo całe dnie siedzę na ganku.", podczas gdy ja robiąc to, co najbardziej lubię (teksty na www i strategie rozwoju dla marek) byłam daleka od rozrzutnego i toksycznego stylu życia.

Dziś wygląda to tak, że codziennie walczę z tym, żeby nie ulegać temu, co jeszcze niedawno zrobiłabym bez zastanowienia. Uwierzcie, równowaga w życiu nie jest pierwszą rzeczą o której myśli dziewczyna łącząca jedno większe źródło zysku i kilka pomniejszych. Ona myśli, że hulaj dusza i napełnia worek bez dna.

Odnowa i od nowa.

Slow w kreacji marki to jedno. Rytmu slow, żyjąc w metropolii trzeba się nauczyć. Wypracować sobie. Wciąż się tego uczę. Wprowadzam zmiany, które finalnie będą miały wpływ także na kształt Slow Kariery. 1 października rozpoczynam studia na kierunku Odnowa Psycho - biologiczna. Już na lato 2020 roku, gdy uzyskam uprawnienia pozwalające czynić życie prywatne innych bardziej slow - Slow Kariera rozdwoi się na obszar marki (osobistej) oraz na obszar "po pracy". Chyba naprawdę czuwa nade mną Opatrzność. Na moich warsztatach z blogowania i slow witingu poznałam wspaniałą kobietę, która została moją klientką i w toku znajomości okazało się, że wybiera się właśnie takie studia. A ja za nią, jak za dobrym znakiem. Nie chciałam myśleć o moim życiu prywatnym. Miał być dom na końcu ścieżki, tuż przy lesie, a został tylko mętny sentyment i rozgoryczenie. Ale życie toczy się dalej, przecież jeszcze nie umieram, przecież nie mam jeszcze nawet 30 lat ; ) 

Konkretne wdrożenia minimalizmu. 

Minimalizmowi blisko jest do slow. Póki co, żenię je ze sobą na co dzień. Stworzyłam MINIMAL BULLET JOURNAL, w którym zapisuję wszystkie irytacje, wydatki i to, co może zainspirować innych (Po roku zechce coś zrobić z tymi notatkami.). Zanim cokolwiek kupię, odpowiadam sobie na pytanie - Do czego to wykorzystam i czy ta rzecz będzie mi sprzyjać? We wrześniu zamieszkam w hostelu, żeby przekonać się, czego naprawdę potrzebuję do bezpiecznego i funkcjonowania, a co jest tylko przyzwyczajeniem czy fanaberią. Czytam o tym, co jest w stanie poprawić jakość mojego życia. Przez jeden tydzień miałam przy sobie wyłącznie gotówkę na to, co zaplanowałam kupić. Czułam się wtedy okropnie, ale przyszło wtedy do mnie wiele konstruktywnych przemyśleń. Na przyjemności wydaję tylko te pieniądze, które pochodzą ze zleceń, które "wpadną nadprogramowo" (Pewną stałą kwotę wpływów ze Slow Kariery założyłam i egzekwuję od siebie.). Wchodzę do Home & You, żeby pogłaskać te świecidełka i wychodzę. Zupełnie odstawiłam alkohol na sierpień. Usłyszałam od człowieka, którego słowa bardzo mnie inspirują, że sierpień jest miesiącem trzeźwości. Piękna intencja. Potrafisz? Tak zupełnie zrezygnować w imię własnej kontroli? Ja tak. Bawię się przy drinkach bezalkoholowych.

Gdybym jutro miała na dobre zrezygnować z miasta i przenieś się znowu na Wieś Spokojną, Wieś Szczęśliwą . . . to nie wiem, czy wytrzymałabym tydzień bez mojego miasta sztucznego światła. 

Zapraszam na Śląskie Spotkanie Minimalistów!

By być jeszcze bardziej wierna mojemu postanowieniu, idę z nim w świat. Razem z kumpelą organizujemy Śląskie Spotkanie Minimalistów. Zobacz szczegóły TUTAJ. Zapraszam Cię gorąco! : ) 

Mój minimalizm jest w odważnych powijakach. Widzę pierwsze rezultaty. Mam więcej czasu, więc więcej piszę oraz działam sprzedażowo. Odzywa się do mnie większa ilość klientów, niż wczesnym latem. Wypalają fajne projekty. Już nie jestem nieustannie zmęczona, potrafię wstać rankiem nawet gdy nie wymagają tego ode mnie obowiązki. Nie wiem, jak wytrzymam rok z takim zdrowo ograniczającym myśleniem. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że przybliżam je sobie. 


Jeśli uważasz, że wygrałaś/eś życie, to przynajmniej o nie zadbaj.

Wypoczynek, odprężenie, relaks . . . a jak to wygląda w praktyce? ; )

Jest "roboczy" tydzień. Budzę się rankiem. Pierwsza myśl "Łoludzie, jaka jestem niewyspana." Śródmieście (Katowic) wciąga i pochłania do reszty. Do reszty drobnych w portfelu, do reszty drinka na dnie kieliszka, do reszty czystych krótkich spodenek. Mój wieczór w tygodniu wygląda(ł), jak typowy sobotni wieczór kogoś, kto chce się zabawić. Każdy. Tak się bawi, tak się bawi, tak się bawi ktoś, kogo stać i kto zaczyna zdanie od 'Ja nie mogę? Ja nie mogę?! Będę za kwadrans." 

Kiedy przyjeżdżam na Wieś Spokojną, Wieś Szczęśliwą, jest podobnie. Budzą mnie myśli, co należy przyrządzić i zawekować, albo co trzeba zszyć (Odkąd noszę na co dzień koszule, urywają mi się guzki ; )) lub dokończyć (Realizuję storytelling dla marek oraz udzielam sesji rozwojowych dla marek i ich właścicieli.) 

Właśnie tak wygląda łączenie etatu i freelancingu. Obecność, czujność i zorientowanie sprawiają, że się wyczerpujesz. Jak powerbank Twojego smartfona. 

Tęsknisz za zimą, gdy można było włożyć dwie różne, ciepłe skarpetki, znalezione na migu.

Realizujesz powierzone Ci przed Klientów Twojej marki projekty, z zapałkami na oczach, czytając je na głos i budząc kota.

A gdyby tak . . . zwolnić? Moja marka to SLOW kariera, czuję się więc zobowiązana po prostu zwolnić . . . I tak oto, zachęcona własnym poczuciem odpowiedzialności wobec objęcia nowego i sensownego (Tak, to się zdarza!) etatu, od 1 sierpnia przechodzę na radykalny minimalizm. Zmieniam przestrzeń do mieszkania na taką sprzyjającą wyciszeniu, całkowicie rezygnuję z alkoholu, zakupu nowych ubrań, dekoracji i akcesoriów (generalnie - konsumpcjonizmu) oraz z wychodzenia wieczorami i wracania zdecydowania za późno, żeby się porządnie wyspać. Zostaję radykalną minimalistką, która posiada tylko 100 rzeczy (Nie licząc tych, które składowane są na strychu i mają status pamiątki ; )) 

Nie sięgnęłam dna, by to zmotywowało mnie do poprawy i naprawy. Po prostu - kiedy dziewczyna kończy 28 lat i zdążyła już odprawić z kwitkiem dwóch narzeczonych, zmieniają jej się priorytety ; ) 

Kilka tygodni temu czułam się zbyt słaba, by wstać z łóżka. Mój puls wskazywał 52 uderzenia na minutę. Zaniepokoiłam się. Wprawdzie moje życie to scenariusz na kolejną część Oszukać Przeznaczenie (3 razy cudem uniknęłam śmierci przed 18 urodzinami!), ale wraz z wiekiem zyskuje się dojrzałość, która przekłada się na zadbanie o siebie. Wszak do 3 razy sztuka, nie chcę narażać Losu po raz kolejny.

Jeśli uważasz, że wygrałaś / eś życie, to przynajmniej o nie zadbaj.

Jest kilka prostych sposobów na to, by zyskać równowagę i się wyciszyć. Od 1 sierpnia wyrzucam z mojego słownika nonszalanckie stwierdzenie "Wyśpię się w trumnie!" i wdrażam nowe przyzwyczajenia, które będą miały na mnie dobry wpływ.

Doskonale znam moich Klientów. Oni NIE SĄ slow. Oni CHCĄ BYĆ slow. Gdy powstawała koncepcja mojej marki SLOW KARIERY, naprawdę byłam slow. Mieszkałam na wsi, byłam hippiską, chodziłam boso po trawie i zaczynałam dzień od medytacji. W miarę ewaluacji mojego modelu pracy i przekształcenia go w łączenie etatu i freelancingu, uczę się sensownego wykorzystania mojej energii. Dziś, szukam sposobów, by być bardziej slow, mieszkając w samym środku tętniącej ambicjami metropolii.

I właśnie dziś, gdy zdążyłam i zdołałam rozsiąść się w kuchni, na Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej, mam dla nich / dla Was kilka sprawdzonych metod i wskazówek, jak można być bardziej slow mimo tego, że zobowiązało się do ponadprzeciętnych aktywności. 

- Zrób sobie rozszerzone badania "podstawowe". Jakie? Wystarczy, że powiesz, że żyjesz za dwóch i się nie oszczędzasz, a Twój organizm daje Ci wszelkie potwierdzenia tego, że tak właśnie jest, a odpowiedni specjaliści dobiorą rozszerzenia. Żyłam w przekonaniu 'Hulaj dusza, piekła nie ma!", kiedy dwie moje klientki w ciągu jednej wiosny (!) poinformowały mnie, że są zmuszone ograniczyć swoje działania związane ze sprzedażą i rozwojem marki, ponieważ zdiagnozowano u nich raka. Mantrowałam sobie "Przecież mnie to nie spotka, wyczerpałam limit." Ale wiesz to, jak nie wiesz . . . ? Rób te i inne badania tak często, jak to wymagane. Pomyśl. Jak się będziesz czuł / czuła, jak staniesz przed odpowiedzią na pytanie 'Czy to dało się przewidzieć? Czy temu dało się zapobiec?' Mi to pytanie mrozi krew w żyłach. Za dużo już słyszałam diagnoz bliskich osób, usłyszanych za późno. Nie chcę Cię moralizować. Po prostu szanuję Życie. Mogłam je stracić 3 razy przed 18 rokiem życia (1 - ciężka, rzadko odwracalna choroba, 2 - podejrzenie sepsy, 3 - wypadek samochodowy) i nie uważam, żeby cokolwiek, co jest nam dane, było oczywiste. Mam dwie, zdrowe dłonie, którymi realizuję zlecenia dla moich Klientów. Mogłam mieć tylko jedną w zupełności sprawną. Dlaczego? Zlekceważyłam poważne pogryzienie przez kota, leczyłam je domowymi sposobami, aż do momentu, gdy uświadomiłam sobie, że to zakażenie i znalazłam się pod nożem chirurga. Byłam nieodpowiedzialna. Prowadziłam kilku klientów, w tym duże projekty wiążące się z odpowiedzialnością cywilną i po pogryzieniu przez kota, nie pojechałam na zastrzyk i opatrunek. Czemu? Myślenie w stylu "Do wesela się zagoi!" Dziś mam ograniczoną sprawność w lewej dłoni. Nie potrafiłam udekorować sali na najważniejszą dla siebie imprezę, bo drętwiała mi dłoń. Jesteś sprawczym, niezależnym człowiekiem, który żyje jak chce, ale odrobina trzeźwego myślenia tylko po potwierdzi. Jeśli na ten moment masz się dobrze, zadbaj o to, by mieć się dobrze za jakiś czas. Nie bądź jak ja, w moich skrajnych sytuacjach. Przed wyjazdem na projekt worcation work, zimą 2018 roku, skręciłam nogę w kostce i zupełnie to olałam, żeby tylko dopilnować terminów. Dziś nie mogę medytować w należytej pozycji i musiałam zupełnie porzucić wyjazdy na medytacje zen. Prowadziłam samochód, świadoma nieuleczonej traumy, która może zagrozić życiu innych ludzi (Pod okiem instruktora.) tylko po to, by mieć nową umiejętność do CV. (Zrezygnowałam z kursu.) Kocham slow, wierzę w slow. Codziennie konfrontuję się z własnym pojmowaniem slow. Nie jestem CHODZĄCYM PRZYKŁADEM SLOW. Inspiruję, podpowiadam, nakierowuję. Jestem człowiekiem z krwi i kości, który wspiera innych ludzi, z krwi i kości, w realizacji ich SLOW planów. Moja marka ma ideę, ale nie jest idealistyczna. Jest prawdziwa, tak, jak ja. 

2. Idź spać z kurami. Ogranicz wieczorne wyjścia. Przed snem sięgnij po mantrę albo odprężającą lekturę. Sen jest najlepszym lekarzem i uzdrowicielem. Od kiedy zaczęłam zasypiać o 23.00, jestem równie wydajna na etacie, jak i zajmując się produkcją (animacja marki, tworzenie tekstów, pozyskiwanie klientów, sprzedaż) mojej marki. Nie twierdzę, że każdy musi ciągnąć dwie sroki za ogon. SLOW KARIERA dedykowana jest w większości tym, którzy chcą więcej i łączą etat i freelancing. Niemniej jednak, można robić to z zachowaniem poszanowania własnych możliwości. Jak dotąd pracowałam na etatach niewartych zaangażowania (umowa - zlecenie, pracodawcy płacący 3/4 pensji pod stołem), ale na dziś dzień mam pierwszy w życiu etat, któremu chcę oddać maksimum mojej uwagi i zdolności. Efekty osiągamy dzięki właściwej produktywności, jeśli będziesz próbowała / próbował oszukać siebie (projekty realizowane po nocach / praca ponad siły) to prędzej czy później się na Tobie odbije. 

3. Odżywiaj się. I nie mam tu na myśli tylko jedzenia. Niemniej jednak, samodzielne gotowanie jest zdrowsze, niż uraczenie się specjałami na mieście. Inwestuj w to, co Cię karmi, a nie frustruje, budzi uczucie przymuszenia czy po prostu - w pełni nie satysfakcjonuje. Radość, spełnienie i angażowanie się w to, czemu naprawdę chcesz poświęcić swój czas, znacznie redukuje poziom stresu i podwyższa jakość życia.

4. Nieustannie przekonuj się, że istnieje życie poza pracą. Pracuję dużo. Znacznie więcej, niż się ode mnie wymaga. Filozofia mojej marki zobowiązuje. Jeśli pracuję dla tych, którzy chcą prowadzić biznes w drodze i oderwać się od regularności, chcę coś na temat tej regularności i korpo - rytmu wiedzieć i czuć. Jednak bardzo często spędzam czas z ludźmi zupełnie innego pokroju. Co z tego, że kochana ciocia wtrąci zdanie "Masz na myśli te lata, kiedy nie miałaś pracy?" (Mowa o latach, gdy stworzyłam i rozwijałam na Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej Slow Karierę.) Ważne jest to, że rozmawiam z inteligentną osobą, która być może nie ma pełnego obrazu sytuacji, ale ma swoje racje, perspektywę i dobrze mi życzy. Gdybym zupełnie zamknęła się we własnym świecie, pewnie nie potrafiłabym porozumieć się z osobą mijaną na ulicy. A tak, rozmawiam sobie serdecznie, z 93 letnią przyjaciółką babci z lat młodości i cieszę się, że wciąż jest żywotna, silna i towarzyska. 

Moja 93 letnia babcia powtarza "Najeść się i wyspać, a reszta w rękach Boga." Coś w tym jest. Nie zachęcam do bierności i ślepego zawierzenia, ale do umiaru, opanowania i rezygnacji.

Nie wszystko przewidzimy. Ja w 2017 roku, po 2 latach mieszkania na wsi, przeprowadziłam się do śródmieścia Częstochowy, co sprawiło, że prawie z dnia na dzień objawiły się u mnie symptomy astmy i silnej alergii. Było źle do tego stopnia, że dostałam L4 "do odwołania", przedłużane i przedłużane. Diagnoza holistyczna? Wzięłaś na siebie za dużo, a Twój organizm się broni, jak umie. Dziś uczę innych (tutaj), jak nie brać na siebie za dużo, ponieważ już tam byłam.

Jestem SLOW, ponieważ STAJĘ SIĘ SLOW. Codziennie. Za każdym razem, gdy widzę, że od dojścia do "ściany" dzieli mnie kilka kroków. Jestem neurotycznym, niecierpliwym, impulsywnym człowiekiem, którego od utraty zmysłów chroni już tylko SLOW ; ) Może i mam aparycję pensjonariuszki, ale moje serce (jeśli tylko nie zwalnia do 52 uderzeń na minutę) to bije mocniej, niż parametry przewidują.

SLOW okazało się dla mnie błogosławieństwem. Dla Ciebie także może się nim stać! : ) Zapraszam Cię na darmową konsultację CZY SLOW JEST DLA MNIE? Przyjrzymy się Twojemu modelowi pracy i znajdziemy nowe, bardziej konstruktywne ścieżki i metody spełnienia zawodowego.

Jako właścicielka i autorka Slow Kariery nie mówię z poziomu teoretyczki - idealistki. Mówię z poziomu osoby, która nie raz się naraziła na utratę tego, co daje jej wolność finansową, niezależność życiową i samorealizację. Z poziomu kogoś, kto je odzyskał. 

Składam się z krwi, kości i chęci inspirowania do zejścia na ścieżkę slow.