Podsumowanie 2020, Roku Realizacji Siebie.

PISANE PRZY - CHRISTMAS MORNING AMBIENCE

Jak podsumować rok, którego kompletnie się nie planowało? Czym się kierować? Poczuciem (spełnienia, satysfakcji, sprawiedliwości), wynikami sprzedażowymi, ilością tematów, które udało się doprowadzić do końca?

A może tym, co po prostu się dokonało? Samo z siebie, ale z naszym błogosławieństwem i pilnością w dbałości o to, by dziejąc się, nie skręciło w niepożądaną stronę.

Takie właśnie będzie moje podsumowanie 2020 roku.

Więcej Info


Seriale i film, które uprzyjemniają mi freelancing na wsi.

Witajcie!

Dziś chciałabym się z Wami podzielić serialami, które uprzyjemniają mi freelancing na wsi... no dobra - które uprzyjemniają mi życie w miejscu odciętym od świata, który znałam i za którym tęsknię ; ) Tak, tak, wiem! To był mój wybór. I nadal jest. Ale to nie oznacza, że ten sielski wybór nie ma swoich ciemnych stron. Mamy grudzień i ciemno jest przez większość mojej aktywności, z racji, że wstaję późno : P

Wieś jest cudowna szczególnie od kwietnia do października. A najcudowniejsza jest, kiedy można się z niej wyrwać... ; ) 

Więcej Info


O radzeniu sobie w życiu i o nalewce malinowej, przy której jest to zauważane.

PISANE PRZY - HELLO AUGUST MUSIC

Dzisiejszy dzień - z deszczem, który nie może się zdecydować czy pada czy tylko wisi w powietrzu, z szarością za oknem, która potrafi rozespać nawet najbardziej łobuzerskie koty i z wizytą u przyjaciółki, przy której możesz ponarzekać od serca - zainspirował mnie do tego wpisu. Do właśnie takiego wpisu. Tyleż marudnego, co podnoszącego na duchu.

Więcej Info


O tym, jak podzielić sobie pracę na przystępne i nienużące bloki.

Kariera w rytmie slow to praca zgodna ze swoją wewnętrzną intencją, osobistą misją, stylem życia oraz respektowanymi wartościami.

A jak to się ma do rozplanowania swoich obowiązków na przestrzeni dnia?

Dziś pokażę Wam na własnym przykładzie, jak wpleść obowiązki wobec Klientów oraz część sprzedażowo - administracyjną, między spontaniczność, wytchnienie i współistnieje z ludźmi i miejscem. Opowiem o tym, jak podzielić pracę, by nie ugrząźć całkowicie w rozkręcaniu idei swojego biznesu tylko na papierze, ani nie zamienić się w fabrykę, która wykonuje zlecenia jedno za drugim bez możliwości cieszenia się profitami.

Więcej Info


"You never know." działa w dwie strony, czyli o tym, jak warto teraz wibrować.

PISANE PRZY - PRASAD

Ten czas poddaję nas próbie.

Ale powinniśmy być przygotowani na . . . to wszystko. I jeszcze więcej. Na utratę źródła, na zastój, na wygaśnięcie wewnętrznej motywacji. Na zostanie zwyciężonym i pokonanym.  Na ponowne powstanie. Na niedziwienie się, że w naszym życiu jednak jest miejsce na przerażenie, żal i odczuwane niesprawiedliwości. 

Więcej Info


Masz już swój sposób na wykorzystanie tej patowej - wirusowej otoczki dla dobra własnego biznesu / obecnej sytuacji zawodowej?

Ostatnio jest zupełnie inaczej.

Nasza energia odbierana jest na coś innego.

Zaburzone zostały rytm, sposób i przepływ.

Czujecie . . . ?

Czujecie, że dopada nas wirus . . . ?

Więcej Info


Co już masz, a o czym nie wiesz?

Dziś zajmowałam się czymś niezwykle błogim. Przeglądaniem starych pamiętników, bullet journalii, notatek na marginesach... Lubię je mieć przy sobie, szczególnie w czasie, który dedykuję rekonwalescencji mentalnej.

Dużo się ostatnio wydarzyło niewzbogacających rzeczy, o czym nie mogę opowiedzieć wprost, ponieważ niewiele by to wniosło do życia moich Czytelników. Poczekam więc. Poczekam, aż wyciągnę odpowiednie wioski. Wtedy będę mogła posłać je dalej. Dziś je głaszczę, wymedytowuję i stwierdzam. Poję zupą z cykorii i białym winem.

Dziś przeglądam stare dzienniki, by przypomnieć sobie, że różnie bywało, a finalnie na dobre wyszło. W miejscu, które można określić, jako Somewhere Only We Know (Jak w TEJ piosence.) i przypominam sobie, że nasze aktywności, starania i intencje, to tylko podróż, której wystarczy zaufać.

Znalazłam wpis z 2016 roku... Z czasów freelancingu na Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej. Przebłysk, iskrę, dobrą myśl.

Notkę, w której odkrywam to, co mam, a z czego nie zdawałam sobie sprawy.

Lato 2016...

Ludzie ciągle pragną czegoś więcej, przekraczania pułapów i wzmacniania statusu.
A gdyby tak przez moment przestać zastanawiać się nad tym co jeszcze przed nami i zadać sobie pytanie – Co już zostało mi dane, ale czego nie dostrzegam i z czego nie zdaję sobie sprawy?

Usłyszałam dziś podobne pytanie i szczerze mówiąc zrobiło mi się nieprzyjemnie na myśl, że skupiam się tylko na tym, co jeszcze mogłabym osiągnąć. W odniesieniu do życia zawodowego, ciągle drążę, flustruje się i podliczam. Dość. Owszem, motoryka biznesu też jest ważna, ale jeśli nie zobaczę efektów, stanów i szczegółów, pewnego dnia zatopię się w oczekiwaniach. Wypłynę, wypluję wodę i zauważę, że nie ma nic poza oceanem oczekiwań w stosunku do siebie. 

Uderzyły mnie dziś słowa – Co już masz, a czego nie widzisz?

Nie sądziłam, że cokolwiek MAM. Nie patrzyłam tą kategorią. Przecież robię to, co robię PO COŚ. A zatem to droga, proces, rytm… Nie tylko. To także poczucie wdzięczności, docenianie faktów i stanów.

Otóż…

Mam.

Mam bardzo dużo!

  • Mam możliwość decydowania, w co zainwestuję swój czas. Zupełną wolność w doborze tego, co pochłonie moją energię. Szansę ustalania priorytetów i nadawania stopnia ważności. Dzięki temu to, co robię, ma dla mnie wartość.
  • Mam szansę realizować swoje najśmielsze pomysły. Pracuję z wyobraźnią, kreuję i widzę, jak na moich oczach powstaje coś, co może zostać przypisane tylko mi. Stworzyłam po części małą filozofię, po części narzędzie do spełniania marzeń. To naprawdę duża zasługa. Nawet, jeśli dopiero jest w zalążku. Nawet, jeśli dopiero została sprofesjonalizowana.
  • Mam codzienną możliwość poznawania spełnionych ludzi, od których czerpię energię. Otwiera się przede mną niezwykle fascynujący świat. I mogę oglądać świat od strony odwagi, determinacji i pasji. To dar.
  • Mam możliwość łączenia mojej pracy z poświęcaniem czasu ludziom, którzy ubogacają moje życie. Mogę obserwować, uczestniczyć, być częścią, rozumieć, dostrzegać, reagować, wspierać i pamiętać. Moja praca niczego mi nie karze, nie przysłania i nie wymaga ode mnie tego, co jest niezgodne ze sposobem spędzania czasu, który lubię.
  • Mogę oczarowywać ludzi tym, co robię. Zachęcać do tego. Przekazywać autentyczną wiarę w te zajęcia, w narzędzia rozwoju zawodowego. Wokół siebie budować aurę zadowolenia i przekazywać to na ludzi, inspirować ich zauważając plusy w ich pracy. Mogę ich czasami szturchnąć w swojej mimozowatości. Postawić do pionu, zauważając niekwestionowane plusy ich pracy.
  • Mam szansę poczuć się właściwą osobą na właściwym miejscu. Przecież nikt mi tego nie dał, nie załatwił mojej pracy. Sama tutaj zaszłam, konsekwentnie dążąc. To tylko wzmacnia poczucie słuszności.
  • Mam możliwość tworzenia własnej drogi i własnej historii, buduję małe, ideowe imperium. Mogę decydować za siebie. Mogę się w każdej chwili wycofać. Mogę walczyć, żałować, płakać, zmieniać i mieć wrażenie, że oto następuje rewolucja. Mogę mieć poczucie, że to od początku do końca moje.
  • Mam pewność, że to co robię, jest ważne i potrzebne. W związku z powyższym, mam nieustające dowody na to, że moja praca otwiera ludziom oczy… moja metodyka. Sprawia, że sprawniej podchodzą do swoich działań. 
  • Mam przekonanie, że jestem niecodziennie pomysłową osobą. Jestem niezależna od okoliczności i warunków. Wyłapuje z otoczenia wsparcie, krytykę i uwagi. Przenoszę to na jeszcze lepsze działanie.
  • Mam zajęcie, które mnie motywuje do własnego rozwoju, otwierania swoich oczu. Czego nie widziałam do tej pory?
  • Mam spokój ducha. Nie muszę czuć się zagubiona, niedostatecznie jakaś tam czy nie dość wyposażona w kompetencje i umiejętności. Zarabiam, jestem spełniona, rozwijam się. Może być lepiej, ale już jest w porządku. Afirmuję moje zajęcie. Nie widziałam możliwości, jakie roztacza przede mną radość, duma i poczucie powołania. Dziś wiem, że to, jak rozbrzmiewam, generuje sympatie do mnie i moich usług / idei. Nie widziałam siebie, która mówi pewnym i zdecydowanym tonem. Nie widziałam też siebie za 5 lat. Teraz widzę. Ze stabilnie unormowaną pozycją i niewyczerpaną chęcią działania.  

Cudownie jest sobie uświadomić, że ma się aż tyle.

A Ty, co masz, o czym jeszcze nie wiesz?

Wypisz to. Przedstaw sobie. Miej. Noś. Wracaj do tego. Zapisz.

Zdaj sobie sprawę z tego, co masz, a o czym jeszcze nie wiesz.


Na czym polega robienie kariery w rytmie slow? Prosty i logiczny tekst.

#dla_kogo, #praktycznie, #model_kariery, #slow_na_etacie, #slow_na_freelancingu 

Slow Kariera towarzyszy mi już od kilku lat, jednak nigdy nie napisałam jakiegokolwiek skrawka artykułu o tym, jak to jest robić slow karierę. Slow Kariera to nie tylko nazwa marki, to przede wszystkim ukoronowanie tą nazwą pewnego podejścia, sposobu rozumienia, filozofii. To ideał, do którego warto dążyć, będąc jak najbliżej spełnienia własnych wyobrażeń włączając w to też interesy naszego otoczenia (Klientów, Szefów, Współpracowników.) 

Więcej Info


O tym, że wyszłam na prostą, tylko na swoje jeszcze nie.

PISANE PRZY - WHISKEY BLUES

Już prawie oślepłam od Cudzych kalek, filtrów i spojrzeń na fakty ilustrujące moje położenie. Już prawie ogłuchłam od rozmów przez pryzmat ich własnych priorytetów i życzeń.

Garstka ludzi z innego świata.

Istne przerażenie różnicami, brakiem empatii i życzeniami podyktowanymi własnymi priorytetami. Kojąca powtarzalność.

Nagle, z całej swojej złożoności, staję się odpowiedzią na pytanie: "Jak tam Twoja kariera w Wielkim Świecie"?

Wirujące nieporozumienia osiadają na brzegach kryształowych talerzy, razem z kruszynkami po cieście. Porcje krytyki okazują się jeszcze większe, niż porcje frytek w sosie z trawy cytrynowej, serwowane na kolację do grzańca z syropem pigwowym.

Bądź też spotykamy się w pół wybrukowanej, cichej drogi. Słyszę opiekuńczość w głosie, opiekuńczość podyktowaną nadzieją, że "wyszłam na prostą".

Tak.

Na prostą tak, tylko na swoje wciąż jeszcze nie.

Tak po prawdzie, nie wyszłam nawet na prostą. Utknęłam tylko gdzieś, gdzie nie ma zagrożenia. Mam na sobie zbyt krępujące ubrania, by swobodnie wybiec, stanąć na gzymsie i rzucić się w dół. Poza tym wciąż czekam, co jeszcze się wydarzy.

To jedna z moich największych, życiowych namiętności - prowokująco czekać na to, co jeszcze się wydarzy.

Mogę się już tylko modlić / mantrować o sprawczość, rezonację i wpływ. Mam środki, ale nie mam celu. A jeśli nigdy mi się to w pełni nie uda i zwycięży uwielbienie do własnych - przytulnych, wycofanych i indywidualistycznych wizji? A jeśli ja zmaterializuję tę Waszą Abstrakcję i wystarczy mi nawet na kryształowe talerzyki i srebrne łyżeczki?

I wciąż wychodzę na krzywą, w miętowych butach z wstążkami.

Doskonale znam ten Ich wyraz twarzy, gdy tak stoimy i rozmawiamy, a mi się na Krzywą śpieszy. To rodzaj zmieszania, chęci zachowania klasy i taktu oraz swojego na wierzchu.

Przyjęty porządek nie rozpuści się w filiżance nieschematyczności, jak miód w herbacianym grzańcu.

Pora już iść.

Cholera.

Może to Oni mają rację, a ja dotychczas nie miałam czego budować, o co się starać, czemu przypisywać znaczeń?

Może dotychczas wszystko przychodziło mi zbyt łatwo?

Ale jak tak łatwo się nie podpisuję pod tym, co mi akurat w ręce wpadło. Szczerze mówiąc, zazdroszczę tym, którzy czują, że im zależy.

Zazdroszczę tym, którzy nie chcieliby stracić.

Ja mam w sobie taki poziom nieprzywiązania i czystego docenienia bez gwarancji kontynuacji, że chyba manifestuję Rozpuszczenie, zanim przychodzi Rozwiązanie.

Dzień Zaduszny.

Znów nas o kilku mniej.

Głosy milkną.

Nie będzie mi brakować pytań o spełnienie, sprawczość, manifestacje intencji albo właściwe przełożenie. Wcześniej nie padły . . . Nigdy nie padły . . .

Jakiś głos mruczy razem z wiatrem i szelestem opadających liści "Rób to dla siebie, Maleńka..."

Lecę.

Muszę się zająć ciężką pracą - budowaniem zrozumienia...


O tym, jak postanowiłam połączyć slow z minimalizmem.

Minimalizm pojawił się w moim życiu z dniem 1 sierpnia tego roku. Nie uległam trendowi, po prostu uzmysłowiłam sobie, że męczy i absorbuje mnie to, czego tak na dobrą sprawę w ogóle nie potrzebuję. Zrozumiałam, że wybory, których dokonuję mają na mnie toksyczny wpływ. Karmiłam się pozorami i substytutami. Zwyciężyły mnie przyzwyczajenia. Doszłam do przysłowiowej ściany. 

Mam wielkie szczęście, że w moim życiu goszczą Różni Ludzie. Tacy, którzy mają nadmiar i tacy, których dotyka niesprawiedliwość braku. W jednej z rozmów z pewną starszą ode mnie, niezwykle zaradną mieszkanką Wsi Spokojnej, Wsi Szczęśliwej, uświadomiłam sobie, że sposób w jaki wydaję pieniądze jest niesprawiedliwy w stosunku do tego, jak dużo czasu i energii zabiera innym zdobycie ich. Nie zamierzam modyfikować swoich źródeł ani postawy, po prostu sam ten moment był swego rodzaju otrzeźwieniem.

Wracając do samego minimalizmu...

Reakcje na niego były przeróżne. Równie dobrze mogłam ogłosić, że rzucam wszystko i wyprowadzam się w Bieszczady, ale . . . To już przecież było. Z końcem zeszłego roku rzuciłam wszystko i wyjechałam w Tatry ; ) 

  • Minimalistką? Ty? Przecież Ty bierzesz, jak dają, a jak nie dają, to sama bierzesz...
  • Jakoś sobie Ciebie nie wyobrażam nie korzystającej z okazji. A może do Ciebie pasowałaby wersja zmaksymalizowanego minimalizmu?
  • Freelancerka i do tego minimalistka? Uważaj, bo życia Ci nie wystarczy.
  • Ooo. Ciekawe. Czy to oznacza, że teraz już nie będzie brakowało Ci pieniędzy? 

Tak się zaczęło. Zaskoczyłam wszystkich, a najbardziej siebie. Właściwie minimalizm nie jest mi potrzebny. Nie zaszła jakakolwiek wyższa konieczność. Po prostu kilka kwestii w moim życiu mnie zastanowiło.

1. Byłam bardzo zmęczona i nie było to naturalne zmęczenie, wynikające z aktywności, którym warto dedykować wieczory. Wieczorami i od razu po przebudzeniu, byłam tak bardzo zmęczona, że nie potrafiłam już odczuwać czy skupiać się. Po prostu "byłam". Na sesji wyrównania energii moja Szamanka powiedziała "Jesteś wszędzie i nigdzie." Miała rację, a ja miałam ochotę się rozpłakać! Przecież jestem slow... Przecież uczę innych uważności . . . Czasami potrzebujemy lustra i reprymendy. Owszem, moja marka rozkwita w rytmie slow. Uczę moich Klientów być bardziej slow w podejściu do swojej marki i kariery. Okazało się, że życie prywatne to zupełnie inny temat. 

2. Nie dbałam o swoje zdrowie, aż doprowadziłam do nieodwracalnych zmian, które okazały się kosztowne i rzutujące na codzienne funkcjonowanie. Na dobre rady reagowałam powiedzonkiem "Ej, wychilluj, o moim życiu można nakręcić kolejną część Oszukać Przeznaczenie..." Jednak dojrzałość zatrzymała mnie przed znakiem "Za chwilę będzie za późno." 

3. Podziwiałam moje koleżanki, które zaczęły inwestować we własne bezpieczeństwo. Ja inwestowałam we własny rozwój. Nie jest to niewłaściwa inwestycja, ale mądrze jest inwestycje dywersyfikować. 

4. Czułam się przytłoczona ilością rzeczy, które nieustannie przestawiam, odkurzam i wywożę do szafy na Wieś Spokojną, Wieś Szczęśliwą. Na strychu zaczęły pojawiać się myszy, a ja zaniepokojona tym, że mogą wgryźć się w moje książki czy swetry, stwierdziłam, że wystarczy mi tyle rzeczy, ile zmieszczę na podorędziu.

Jak to?! Można być slow i nie być minimalistką?! 

Pewnie zastanawiacie się, jak można być slow i nie być minimalistką ; ) Można. Co więcej, bycie slow nie zachęcało mnie do bycia minimalistką. Żyłam w myśl "Jeszcze zdążę." / "Jeszcze będzie czas.". Myślałam w bardzo wąski sposób i patrzyłam krótkowzrocznie. Nie zabezpieczałam swoich finansów, ponieważ byłam przekonana, że poradzę sobie w absolutnie każdej sytuacji. Fakt. Najlepszym dowodem na to, że radzę sobie w absolutnie każdej sytuacji jest mój e-book Zupełnie Stracony Rok, na którego kartach udowadniam, że czerpanie z doświadczeń i pro-aktywna postawa jest w stanie zapewnić Ci wszystko, czego potrzebujesz.

Momentem zwrotnym okazało się poczucie, że nie chcę się już tak szarpać. Nad-produkowałam. Przepuszczałam czas przez palce. Celebrowałam uzależnienia. Właśnie taka jest ta druga, ciemna strona sukcesu. O nich nie pisze się na pierwszych stronach. Dużo bym dała za powrót tych czasów, kiedy irytowały mnie tylko komentarze Ludzi Kochanych, ze Wsi Spokojnych, Wsi Szczęśliwych, że "Chyba nie mam pracy po studiach, bo całe dnie siedzę na ganku.", podczas gdy ja robiąc to, co najbardziej lubię (teksty na www i strategie rozwoju dla marek) byłam daleka od rozrzutnego i toksycznego stylu życia.

Dziś wygląda to tak, że codziennie walczę z tym, żeby nie ulegać temu, co jeszcze niedawno zrobiłabym bez zastanowienia. Uwierzcie, równowaga w życiu nie jest pierwszą rzeczą o której myśli dziewczyna łącząca jedno większe źródło zysku i kilka pomniejszych. Ona myśli, że hulaj dusza i napełnia worek bez dna.

Odnowa i od nowa.

Slow w kreacji marki to jedno. Rytmu slow, żyjąc w metropolii trzeba się nauczyć. Wypracować sobie. Wciąż się tego uczę. Wprowadzam zmiany, które finalnie będą miały wpływ także na kształt Slow Kariery. 1 października rozpoczynam studia na kierunku Odnowa Psycho - biologiczna. Już na lato 2020 roku, gdy uzyskam uprawnienia pozwalające czynić życie prywatne innych bardziej slow - Slow Kariera rozdwoi się na obszar marki (osobistej) oraz na obszar "po pracy". Chyba naprawdę czuwa nade mną Opatrzność. Na moich warsztatach z blogowania i slow witingu poznałam wspaniałą kobietę, która została moją klientką i w toku znajomości okazało się, że wybiera się właśnie takie studia. A ja za nią, jak za dobrym znakiem. Nie chciałam myśleć o moim życiu prywatnym. Miał być dom na końcu ścieżki, tuż przy lesie, a został tylko mętny sentyment i rozgoryczenie. Ale życie toczy się dalej, przecież jeszcze nie umieram, przecież nie mam jeszcze nawet 30 lat ; ) 

Konkretne wdrożenia minimalizmu. 

Minimalizmowi blisko jest do slow. Póki co, żenię je ze sobą na co dzień. Stworzyłam MINIMAL BULLET JOURNAL, w którym zapisuję wszystkie irytacje, wydatki i to, co może zainspirować innych (Po roku zechce coś zrobić z tymi notatkami.). Zanim cokolwiek kupię, odpowiadam sobie na pytanie - Do czego to wykorzystam i czy ta rzecz będzie mi sprzyjać? We wrześniu zamieszkam w hostelu, żeby przekonać się, czego naprawdę potrzebuję do bezpiecznego i funkcjonowania, a co jest tylko przyzwyczajeniem czy fanaberią. Czytam o tym, co jest w stanie poprawić jakość mojego życia. Przez jeden tydzień miałam przy sobie wyłącznie gotówkę na to, co zaplanowałam kupić. Czułam się wtedy okropnie, ale przyszło wtedy do mnie wiele konstruktywnych przemyśleń. Na przyjemności wydaję tylko te pieniądze, które pochodzą ze zleceń, które "wpadną nadprogramowo" (Pewną stałą kwotę wpływów ze Slow Kariery założyłam i egzekwuję od siebie.). Wchodzę do Home & You, żeby pogłaskać te świecidełka i wychodzę. Zupełnie odstawiłam alkohol na sierpień. Usłyszałam od człowieka, którego słowa bardzo mnie inspirują, że sierpień jest miesiącem trzeźwości. Piękna intencja. Potrafisz? Tak zupełnie zrezygnować w imię własnej kontroli? Ja tak. Bawię się przy drinkach bezalkoholowych.

Gdybym jutro miała na dobre zrezygnować z miasta i przenieś się znowu na Wieś Spokojną, Wieś Szczęśliwą . . . to nie wiem, czy wytrzymałabym tydzień bez mojego miasta sztucznego światła. 

Zapraszam na Śląskie Spotkanie Minimalistów!

By być jeszcze bardziej wierna mojemu postanowieniu, idę z nim w świat. Razem z kumpelą organizujemy Śląskie Spotkanie Minimalistów. Zobacz szczegóły TUTAJ. Zapraszam Cię gorąco! : ) 

Mój minimalizm jest w odważnych powijakach. Widzę pierwsze rezultaty. Mam więcej czasu, więc więcej piszę oraz działam sprzedażowo. Odzywa się do mnie większa ilość klientów, niż wczesnym latem. Wypalają fajne projekty. Już nie jestem nieustannie zmęczona, potrafię wstać rankiem nawet gdy nie wymagają tego ode mnie obowiązki. Nie wiem, jak wytrzymam rok z takim zdrowo ograniczającym myśleniem. Na dzień dzisiejszy mogę powiedzieć, że przybliżam je sobie.