W piątkowy wieczór, z ust wyjątkowo dyplomatycznej kobiety, usłyszałam zdanie, które dało mi do myślenia.

“Nie sprostałam oczekiwaniom.” – Powiedziała z wyczuwalnymi w głosie nutą smutku i przewagą zgody.

Zatrzymałam się nad tymi słowami, ponieważ w czasach, gdy widywałyśmy się regularnie i łączyło nas więcej, to właśnie mi brakowało właśnie tych słów na określenie kilku zwrotów akcji w mojej karierze.

Z rozlicznych rozmów z moimi Klientami, a zwłaszcza z Treningu Regeneracyjnego (przeczytasz o nim tutaj), wynika, że ludzie decydują się na własny biznes właśnie dlatego, że nie sprostali oczekiwaniom. Szefa, rynku i w końcu – swoim. Mieli być szczęśliwi, zapewniając sobie stabilne i satysfakcjonujące życie, a je dało się opisać przymiotnikami leżącymi na przeciwległym krańcu harmonii i spokoju.

Ileż to razy ja sama chciałam Czegoś Nowego, zaczepiałam się o nową Wizję i dyndałam tak, dopóki nie upadłam na kolana prosząc Los już tylko o okazję, która pozwoli mi zrezygnować z wcześniejszego wyboru. Nie rozeznawałam oczekiwań Drugiej Strony, nie wiedziałam, że mogę postawić granicę w ich spełnianiu, jeśli okażą się wbrew moim możliwościom. Przez długi czas zważałam na wszystko inne, tylko nie na moje własne oczekiwania.

Chyba Los miał już dość tego pobłażliwego melodramatu, ponieważ latem 2019 roku postawił na mojej drodze Nauczyciela o głęboko turkusowych oczach i srebrnych skroniach, w wyniku znajomości z którym to właśnie moje własne oczekiwania stały się dla mnie priorytetem. Jasne, jeśli nie spełniamy czyichś oczekiwań – odchodzimy albo z nas rezygnują. Niemniej jednak, czy my w ogóle, jako ludzie z potencjałem zawodowym, zastanawiamy się nad własnymi oczekiwaniami wobec pracy, a co za tym idzie wynagrodzenia, atmosfery, naszej roli? Czy skupiamy się tylko na tym, co możemy z siebie dać, a nawet – co z niego wykruszyć i wymazać, żeby druga strona była zadowolona?

Gdy usłyszałam zdanie “Nie sprostałam oczekiwaniom.” padające z ust mojej znajomej, w mojej głowie zaczęły krążyć spójne z nim, poboczne pytania.

Czy w tym doświadczeniu respektowałaś siebie? Czy od początku wiedziałaś na co Cię stać? Znam ją na tyle, by wiedzieć, że tak. To bardzo świadoma i sprawcza istota. A Ty? Czytelniczko / Czytelniku . . . Jaka jest otoczka Twojego sprostania oczekiwaniom? Swoim.

Zaszczyt pracy z tymi, który sprostają swoim oczekiwaniom.

Mam tę przyjemność pracować z ludźmi, którzy zakładają swoje biznesy, by sprostać swoim oczekiwaniom o życiu, na które będzie czas. O zarobkowaniu, które pozwoli im zaspokoić swoje potrzeby i nie będzie ograniczało możliwości. Od tego zaczynają. A później spotykają się i liczą z tym, że właściwie OCZEKIWANIA to słowo klucz. I ja to mówię – ja, która pracuję w kreacji, tworząc na przykład Strategie Konceptualne.

Ani strategia, ani koncepcja nie powstaną, jeśli nie poznamy oczekiwań.

W tym kontekście – oczekiwań klientów, rynku, środowiska. I nadrzędnie – swoich własnych, jako właścicieli biznesów / działalności.

Dlatego niezależnie od momentu zawodowego w którym jesteś – wciąż w korpo i z wizją własnego biznesu, w pierwszym roku własnej działalności czy też od dawna na swoim – zachęcam Cię, by zadał / zadała sobie parę pytań.

  1. Dlaczego zrezygnowałaś / eś ze wcześniejszej struktury pracy? Co Ci się nie podobało? Co się wykluczało z tym, jak chcesz pracować i żyć?
  2. Które oczekiwania z obecnego etapu – (rozważania i) prowadzenia swojego biznesu chowasz w zakamarki konfrontacji?
  3. Czego oczekujesz po swoim biznesie?

Często jest tak, że rzucamy się w wizję i wir własnego biznesu nie przemyślawszy oczekiwań wobec siebie i biznesu. A to jest absolutna podstawa.