#krytycznie, #z_przymrożeniem_oka, #mówię_jak_jest, #backstage

Z freelancingiem jestem związana od 5 lat, a wcześniej żywo się nim interesowałam. 5 lat! Szmat czasu, co nie? ; ) Bywało różnie. Trochę inteligencji, szczypta zdolności adaptacyjnych, wyobraźni i empatii + nieprzeciętna doza pomysłowości / talentu i proszę bardzo – masz przepis na freelancing, w którym jesteś spełniona, a rezultaty Twojej pracy pozwalają Ci żyć tak, jak lubisz. 

W ciągu pięciu lat, idąc pionowym (awanse) jej modelem, można zbudować prosperującą karierę! Wybierając ścieżkę poziomą, która stawia na wartości takie, jak wewnętrzna wolność, możliwość dokonywania bezkompromisowych wyborów, satysfakcja, atmosfera, relacje i wytwarzanie dobra / czegoś pożytecznego i opierając się na własnej marce można… No właśnie, co można? Być w tym samym miejscu? Odkryć, że to jednak nie dla nas? Stworzyć legendę?

Owszem, można zrealizować każdy z tych scenariuszy. Zależy od człowieka. Można się pomylić, a równie dobrze można zgromadzić najpiękniejsze wspomnienia. Można się pogubić, a można na tym dobrze wyjść. Nie ma uniwersalnego sposobu na freelancing, tak samo, jak nie ma uniwersalnego scenariusza na życie. Gdy pragniemy osiągnąć nasz cel, przydaje się wytrwałość, konsekwencja i wiara, ale nawet one nie mogą pozostawać bezpodstawne i ślepe. 

Jednak – z czym faktycznie wiąże się posiadanie własnej marki?

W dzisiejszym wpisie chciałam poruszyć temat tego, co faktycznie oznacza posiadanie własnej marki, co – prowadzenie niezarejestrowanej działalności gospodarczej, a co – robienie biznesu.

Jest w moim otoczeniu pewna osoba, która z zachwytem przegląda moje posty na FB i wychodzi z przekonania, że zapewne doskonale na tym zarabiam. To osoba ze starszego pokolenia. Kochana i ogólnie życzliwa, jednak zupełnie nie zorientowana w faktach i okolicznościach.

Wiem, że nie ona jedna. Ludzie po prostu często nie wiedzą, z czym wiąże się praca wolnych strzelców. Posiadanie własnej marki nie gwarantuje sprawdzalności i adaptacji na rynku pomysłu jej właścicielki, podobnie jak nie gwarantuje osiągania trwałego i systematycznego zysku. Im bardziej niszowy i innowacyjny pomysł, tym mniejsza szansa, że aby na pewno wypali. Niszowe i innowacyjne marki często tworzą swoją tożsamość, poprzez styl życia i upodobania ich właścicieli. Przez pewien czas weryfikują wśród potencjalnych klientów swą zasadność. Dojrzewają. 

To, że ktoś posiada własną markę oznacza, że:

  • miał na nią pomysł,
  • wdrożył go,
  • komunikuje go, by zaprezentować i sprzedawać.

To absolutnie nie oznacza, że:

  • doskonale mu się wiedzie,
  • ci, co podglądają i zazdroszczą “też by tak mogli”, 
  • nie widzi on innego sposobu na siebie.

Gdy ktoś już decyduje się na założenie niezarejestrowanej działalności gospodarczej, możemy przypuszczać, że osiąga pewne zyski. Fakt, że ktoś inny ma biznes, też nie świadczy o tym, że zysk trafia bezpośrednio do jego portfela. Posiadanie marki to jej stworzenie, zakomunikowanie i podejmowanie się współprac. Jasne, to może być również powód do dumy, a nawet pychy. Niemniej jednak – to, co jest uwidocznione w kanałach promujących markę (FB, Insta) nie jest dowodem na kondycję finansową czy zajętość (projektami) samej właścicielki.

Znam dziesiątki freelancerów, a nawet biznesmenów “z prawdziwego zdarzenia”, którzy w okresie swojej aktywności mieli etapy posuchy czy nawet zawieszenia. To, co z samej marki dociera do innych ludzi jest tylko przekazem marketingowym. Przekazem marketingowym, a zatem mieszanką języka korzyści (dla klienta), narracji i czarodziejstwa. Jest kreacją. Przemyślaną, przyjazną i pociągającą kreacją. Klienci o tym wiedzą, ale nasze otoczenie – rodzina, przyjaciele, sąsiedzi, już niekoniecznie. Trudno mieć biznes czy NDG bez własnej marki. Jednak – marka to koncept, estetyka, narracja, forma. 

Marka ma to do siebie, że jest widoczna i komunikowana (upubliczniana, ukazywana, rzucająca się w oczy, przyciągająca). To nic innego, jak działania sprzedażowe / PRowe. Z marką, a nawet z innymi formami (NDG, DG) bywa i tak, że na pewnych etatach nie osiągają one zysku, a ich właściciele zarobku. 

Wiedza, której nie miałam kiedyś, a która dziś okazuje się bardzo ważna.

5 lat freelancingu okazało się bardzo pouczające. Dużo bym dała za to, by 5 lat temu potrafić zabezpieczać prawnie współpracę, stosować w praktyce zasadę ograniczonego zaufania i posiadać te zdolności sprzedażowe, co dziś – po dłuższej współpracy jako new business w agencji kreatywnej.

Posiadanie własnej marki bywa wyborem, początkiem, chęcią spróbowania nowego. Dobrą metodą na określenie popularności i sprawdzalności marki jest przyjrzenie się portfolio czy referencjom danego freelancera, bądź też poczytanie jego bloga – gdzie wypowiada się, jako ekspert z danej dziedziny.

Posiadanie własnej marki to przede wszystkim ciągła czujność, ciągłe doskonalenie i ciągłe bycie blisko potrzeb swoich klientów. To, że ktoś doskonale promuje swoją markę bądź też promuje ją w sposób przyciągający uwagę, autentyczny i żywy, nie oznacza nic ponad to, że zna się nieco na budzeniu zainteresowania.

Marka to także pewien pomysł. Pomysł, który może sprawdzać się przez kilka lat, z przerwami na pracę na etacie czy łączenie jej z innymi modelami rozwoju kariery, np. z zarobkowym wyjazdem za granicę. To pomysł, do którego zawsze można wrócić, by oprzeć na nim porządek swojego dnia i zapewnić sobie źródło dochodu. Zawsze uczulałam moich Klientów, Sympatyków i Czytelników na to, by dbali o raz, a dobrze “obmyślony” : ) pomysł na siebie. Nie obawiajmy się sprawdzać, zaniechać, doskonalić czy przekształcać. Posiadanie własnej marki to nasz wybór, tożsamy z etapem w życiu, predyspozycjami czy aspiracjami.

Kreacja to kreacja, a rezultaty to rezultaty.

Kochani, edukujmy i tłumaczmy. Odsłaniajmy, zamiast się puszyć albo irytować. Do wszystkiego należy mieć dystans, a do kreacji – szczególnie. Ja bardzo się cieszę na to, że wspomniana Starsza Osoba z mojego środowiska jest aż tak zachwycona. Cieszę się razem z Nią. Zdarzają się i takie Osoby, które po przejrzeniu kilku Postów Slow Kariery, potrafią ostentacyjnie bombardować mnie pytaniami, czy mam już normalną pracę. To nie ma nic do rzeczy. Jestem pewna swojej marki, a jakiejkolwiek “normalnej pracy” bym nie miała, to też zawsze starałam się być w niej oddana i obowiązkowa. 

Zostawiam Was z przesłaniem i kilkoma moimi tekstami na temat freelancingu.

INNE MOJE TEKSTY O FREELANCINGU

Jak być jeszcze lepszą freelancerką?

O samym fakcie posiadania swojej marki.

O tym, jak podniosłam obroty swojej marki.

Ile kosztuje bycie freelancerem bez działalności gospodarczej?